Natalia Szczęsna: Najtrudniejsze do pokonania płotki postawiło jej życie. „Sport dał mi ucieczkę i siłę, by nie poddać się nigdy”

Biegnie po marzenia, chociaż życie rzucało jej kłody pod nogi. Trzy operacje, dorastanie bez rodziców, tułaczka po rodzinach zastępczych i placówkach oraz łatka „wrednej dziewczyny”, która znika po pierwszym słowie. Przedstawiamy historię Natalii Szczęsnej utalentowanej lekkoatletki, mistrzyni Polski U23 w biegu na 100 metrów przez płotki, w której sport nie jest tylko pasją, ale przede wszystkim ratunkiem i ucieczką do lepszego świata.

Gdy patrzy się na starty Natalii, na jej spokój na bieżni, ciężko uwierzyć z jak wieloma przeciwnościami losu musiała zmierzyć się poza stadionem. Opowieść naszej bohaterki to gotowy scenariusz na dramatyczny film, pełen bólu, determinacji, ale przede wszystkim niesamowitej, wewnętrznej siły, która imponuje bardziej niż niejeden rekord życiowy.

Od szkolnych zajęć do wielkiej pasji

Wszystko zaczęło się na przełomie trzeciej i czwartej klasie szkoły podstawowej. Trenerka Karolina Kołodziejczyk pojawiła się na zajęciach szkolnych i jak to często bywa z przyszłymi mistrzami, dostrzegła w niej iskrę. Choć na początku próbowała niemal wszystkiego: koszykówki, siatkówki, a nawet hokeja, to lekkoatletyka stała się jej prawdziwym powołaniem.

Przez moment mocno skupiała się na siatkówce. Trenerzy kręcili jednak głowami, twierdząc, że jest za niska, ale ona nie brała tego do siebie. Przez swój nieustępliwy charakter zawsze robiła po swojemu. Ostatecznie z boisk siatkarskich trafiła na bieżnię i płotki, ponieważ zrozumiała, że lepiej czuje się w sportach indywidulanych. I chociaż droga nie była usłana różami w 2021 roku przyszedł pierwszy medalowy przełom w kategorii U20, ale prawdziwa próba charakteru dopiero na nią czekała.

Fot. PZLA

Operacja za operacją i strach przed końcem marzeń

Lekkoatletyka to nie tylko chwile chwały, ale i brutalne kontuzje. Natalia ma za sobą aż trzy poważne operacje kolan, wszystkie związane z pękniętymi łąkotkami. Pierwsza odbyła się w 2019 roku w Radomiu, kolejne prawie rok po roku. Przy trzecim zabiegu lekarze odkryli dodatkowo uszkodzoną torebkę stawową, która – jak wspomina – „rozrywała się lekarzom w rękach”.

– Mateusz Dawidziuk, który mnie operował w Warszawie, bał się, że nie wrócę już do sportu, nawet tego rekreacyjnego. Powiedział mi o tym dopiero po wszystkim, żeby mnie wcześniej nie martwić – wspomina Natalia z perspektywy czasu.

Czas rekonwalescencji ciągnął się niemiłosiernie. Przez pierwsze tygodnie po trzeciej operacji nie mogła zgiąć kolana nawet w minimalnym zakresie ze względu na rygorystyczne zalecenia lekarza oraz obawę przed ponownym rozerwaniem bądź uszkodzeniem torebki stawowej. W głowie pojawiały się pytania: czy to już koniec? Czy jej kariera będzie tak wyglądać, czy przez kontuzje nie będzie w stanie pokazać całego swojego potencjału? Jednak nie wyobrażała sobie życia bez sportu, szczególnie bez lekkoatletyki, dzięki wewnętrznej motywacji, wróciła do pełnej sprawności i notuje niesamowite wyniki.

Przełom, który otworzył drzwi do wielkiego sportu

Po latach walki z kontuzjami i uporczywej walki o powrót do pełnej sprawności, prawdziwym punktem zwrotnym w jej karierze okazały się zawody w Bydgoszczy. To tam zanotowała gigantyczny progres, poprawiając swój rekord życiowy aż o 0.42 sekundy, łamiąc barierę 13 sekund sięgając po swój pierwszy w karierze seniorski medal.

Ten moment udowodnił jej samej, że w polskiej lekkoatletyce może zamieszać na poważnie. Chwilę później przyszło złoto na hali w Toruniu, kolejne triumfy na stadionie, a wkrótce potem czwarte miejsce na Mistrzostwach Europy. Choć sportowy niedosyt po otarciu się o podium wciąż w niej siedzi i motywuje do ciężkiej pracy.

Fot. PZLA

Dzieciństwo bez rodziców i przyspieszony kurs dorosłości

Najbardziej poruszający rozdział jej życia kryje się jednak daleko poza stadionem. Dorastanie bez stabilnego domu rodzinnego, odkąd pamięta, jej rodzice nie mieszkali razem, a ona po rozstaniu trafiła pod skrzydła taty. Mama choruje na schizofrenię, tata miał problemy z alkoholem. Przez to po komunii została zabrana ze szkoły, jej życie gwałtownie zmieniło bieg. Trafiła najpierw do pogotowia rodzinnego, gdzie mieszkała przez rok, a następnie do rodzinnego domu zastępczego prowadzonego przez panią Małgorzatę. To tam uczyła się dyscypliny i tam mimo chwil buntu, uratowano jej sportową przyszłość, nie pozwalając zrezygnować z lekkiej atletyki. 

Gdy po latach drogi z „ciocią” się rozeszły, trafiła do domu usamodzielnienia, placówki opiekuńczej, gdzie w wielkim domu mieszkano w grupie kilkunastu nastolatków. Tam uczyła się dorosłości na najtwardszym, przyspieszonym kursie: sama robiła zakupy, gotowała i dbała o porządek, przygotowując się na wejście w dorosłe życie.

– Myślę, że te doświadczenia ukształtowały mnie w 95 procentach. Gdyby nie to, nie byłabym człowiekiem, jakim jestem dzisiaj. Przez to wiem, że nie chciałbym przeżyć takiego zwykłego życia. Sport to dla mnie coś znacznie większego, to coś całkowicie mojego. – wyznaje szczerze Natalia.

Sport stał się dla niej bezpieczną przystanią:

–Lekkoatletyka to jest pasja, i taka odskocznia od takich problemów, które są też prywatnie i nie tylko. Uważam, że sport daje mi takie miejsce, że po prostu mogę wejść na ten obiekt, zostawić to wszystko za furką i pójść zrobić trening w spokoju.

Fot. Kamil Wolny

Z pazurem na bieżni, z sercem na dłoni

Wielu ludzi, zwłaszcza w czasach szkoły średniej na profilu informatycznym zdominowanym przez chłopaków, oceniało ją po okładce. Mówili, że ma surowy, wręcz „wredny” wyraz twarzy. Tymczasem wystarczy chwila rozmowy, by odkryć niezwykle ciepłą, wrażliwą i świadomą swojej wartości młodą kobietę.

Dziś jako zawodowa płotkarka z dużymi sukcesami, doskonale wie, jak smakuje samotna walka o przetrwanie. Bez wielkich kontraktów finansowych, zmagając się z szukaniem sponsorów i łącząc treningi ze studiami na kierunku wychowanie fizyczne, nie zamierza się cofnąć. Programy stypendialne, takie jak fundacja „Wybiegaj w Przyszłość”, stały się dla niej kołem ratunkowym, które pozwala wierzyć, że najtrudniejsze ma już za sobą.

Jej cel? Igrzyska Olimpijskie i walka o najwyższe trofea. Ale jeszcze ważniejszy jest cel społeczny. Natalia przestała się wstydzić swojej przeszłości i otwarcie podkreśla, dlaczego zdecydowała się o tym opowiedzieć:

– Uważam, że nie jestem jedyną osobą w świece sportu, która przez coś takiego przeszła, takich historii jest więcej. Jeśli moja opowieść pomoże komuś, kto wstydzi się pójść po pomoc do psychologa czy otworzyć przed kimś bliskim, to będzie największa wartość. Chcę być inspiracją dla innych, żeby zrobili ten pierwszy, najtrudniejszy krok w przód.

Po tej historii wiemy jedno, ta dziewczyna przeniesie każdą górę. Bo skoro Natalia Szczęsna wygrała najważniejszy bieg ten o własne życie to na stadionie nie ma dla niej rzeczy niemożliwych.